wtorek, 27 lipca 2010

Dawno mnie tu nie było... jakoś nie chciało mi się pisać, tyle się działo.. ale! mam fotki i opiszę wam najlepsze dni mojego życia :D
14 lipca 2010r - Wizyta w wesołym miasteczku.
Oczywiście nie wyspałyśmy się, ponieważ poszłyśmy spać o 1? dlaczego? ponieważ Klaudii odbijała szajba no i śmiała się przez pół godziny co uniemożliwiało nam sen :( myślałyśmy z Olą, że wywalimy ją na balkon nawet już ja złapałam ją za ręce a Ola za nogi no ale powiedziała, że się uspokoi haha ;).
Wstałyśmy o 6:46.. ogarnęłyśmy się, a o 8 poszłyśmy do Aduśi :* i Angeli się pożegnać.. bo ja jechałam do Klaudii i Oli a one jechały już ode mnie ;d
kupiłyśmy aviomarin czy nie wiem jak się to tam piszę... i poszłyśmy do domu :)
mądra ja wsadziłam to reklamówki z moimi ciuchami aviomarin, wsadziłam do bagażnika i myślałam, że tego aviomarin nie wzięłam i leżało sobie w torbie :( oczywiście było nam potrzebne na karuzele, gdyby któraś miała być straszna HAHA ale było świetnie ;)
na najstraszniejszą jak wsiadłam z Klaudią to 3 razy pod rząd jechałyśmy haha ;-)
aż obsługa już takie oczy wywaliła jak kasowała karty ;D no cóż, jestem hardcorem, nie?
Potem było pare karuzel.. iiiiiii najlepsza karuzela ever haha! kręciło nami do przodu i do tyłu, do góry nogami i przeżyłyśmy to 3 razy bo tyle razy wsiadłyśmy na tą karuzelę pod rząd ;D było superrrrr oto pare zdjęć :






w drodze do wesołego ;d






POTEM MAMA DALA MI KASE I ZAWIOZŁA MNIE DO DOMU...
ZAMÓWIŁYŚMY PIZZE ...........



Pare godzin potem poszłyśmy do sklepu z Klaudią i kupiłyśmy sobie m.in lody ;D


ok.20 zebrałam manatki i poszłyśmy do Oli gdzie oglądałyśmy WILD CHILD ale klaudia musiała już iść więc przełożyłyśmy końcówkę na inny termin ;)

15 lipiec 2010 r.
Pobudka o 10, dziękujemy mamie Oli ;D
ogarnęłyśmy się z Olą i o 12:43 był bus do M1
biegnąc na autobus wypadło mi 250 zł ale w miare sie skapłam i zamiast wsiąść do autobusu wróciłam szukać kasy a Ola do kierowcy "niech pan poczeka prosze " haha noi ja z uśmiechem na twarzy i z hajsem w dłoni wsiadłam do busa ;d ale ludzie się gapili..
no ale dojechałyśmy do M1.. aaw 7 godzin łażenia po sklepach... efekty zdumiewające ;)









Zaraz po łażeniu po sklepach o 18 wyruszyłyśmy przed M1 ponieważ miał odbyć się charytatywny koncert dody.. myślałam, że umrę.. chciało mi się pić jak nie wiem co a ona zaczęła śpiewać "nie ma wody na pustyni" omg chciałam juz iść ale byłyśmy prawie przy barjerkach i wiecie ://
pare fotek haha





















16 lipiec 2010r.
Tak samo czyli ogarnęłyśmy się i o 12:43 autobus do M1, kupiłyśmy tusze do rzęs i jeszcze PARE ;D drobiazgów... następnie pojechałyśmy do Katowic na spotkanie z Aneć ;D
oczywiście musiał złapać nas ogromny deszcz, a przed tym popryskała nas fontanna ;c
;





17 lipiec 2010 r.
o 12:53? Pociąg do mojego miasta... i miss my girl ;;*



taki sobie kupiłam łańcuszek z serduszkiem które się otwiera ;d

i w domu...




ABY ZDJĘCIE BYŁO WIĘKSZE KLIKNIJCIE NA NIE!! :)